Finał, lecz nie koniec

Nuno i Calvin spędzali czas poza światem ukształtowanym, przyglądając się magicznej pustce z białej waty. Trzymali bezpieczny dystans od lądu, wiedząc, że daje im to czas na ucieczkę, gdyby pojawiła się Dmichura. W pewnym momencie Nuno poczuł coś dziwnego. Ogarnęło go wrażenie, że coś jest nie tak - choć nie potrafił powiedzieć co. Nigdy wcześniej nie czuł czegoś podobnego. "Czuję jakby znak od lusterka, tylko inny i... przerażająco silny" - powiedział cicho Nuno. Nagle przybiegł Pędzik. Zamiast krzyczeć to, co zwykle, powiedział cicho: "Wyrwa… Zuni was potrzebuje." Nuno spojrzał przerażony na Calvina. Nie potrafił się poruszyć. Nastała chwila ciszy. "Pamiętasz, kiedy spotkałeś mnie pierwszy raz?" - zaczął mówić Calvin. "Wtedy, gdy byłem zaplątany w tunipy -bezradny, niezrównoważony i niedojrzały. Dziś jestem inny. Dzięki… tobie i Zuni. A ona teraz nas potrzebuje. Pomóż mi, Nuno." - wyszeptał z trudem Calvin Nuno spojrzał na przyjaciela i bez słowa go przytulił. Po chwili obaj ruszyli biegiem w stronę Polany Centralnej. Tam dostrzegli potężną Wyrwę, widzialną dla wszystkich w tym samym miejscu. Na środku Polany Centralnej. Wielką i… nieprzewidywalną jak nigdy dotąd. Wyglądała, jakby za chwilę miała dosłownie zgładzić całą krainę. Pulsowała białym światłem, wyglądała jak tykająca bomba. Tym razem pyłki i ziarenka nie traciły grawitacji, nie pojawiła się też paro-mgła zwiastująca jej nadejście. Jedyne, co powodowała ta potworna, pulsująca Wyrwa, to przenikliwy wiatr -biały jak śnieg. Wiał znacznie agresywniej niż przy jej zwykłych pojawieniach. Był silniejszy, częstszy i z każdą chwilą narastał. "Zuni, co mamy zrobić?!" - zapytał przerażony Nuno, ze łzami w swoich wielkich oczach. "…Myślę, że jedynym miejscem, które może coś zmienić, jest Skalisty Szczyt... Tylko tego miejsca nie znamy. Tu nie ma nic, co mogłoby nam pomóc."- odpowiedziała Zuni Nuno stał w ciszy, rozerwany w środku, wiedząc, że wejście na górę jest niemożliwe bez supermocy - tak jak już kiedyś powiedziała Zuni. W tle stał Fred, przyglądając się wszystkiemu w milczeniu. Nagle podszedł do nich i, nie mówiąc ani słowa, położył przed nimi dwa narzędzia przypominające kilofy - lecz mniejsze, ostrzejsze, z czarnymi rączkami i szarymi końcówkami. Nuno, Calvin i Zuni spojrzeli na niego. "Bierzcie te dwa zaczepniki i wspinajcie się… i nie gapcie się tak, bo zaraz nie będzie czasu" - odpowiedział zestresowany, lecz zdeterminowany Fred. "Ale… dlaczego nie dałeś nam ich wtedy, kiedy byliśmy u ciebie?" - zapytał Nuno. "A zapytaliście mnie o to? Albo czy ktoś w ogóle powiedział mi, po co przyszliście?!" -odparł poddenerwowany Fred. "Jaa… przepraszam" - odpowiedział speszony Nuno. Calvin ruszył razem z Nuno pod Skalisty Szczyt. Przed rozpoczęciem wspinaczki zatrzymał się i powiedział: "Wiesz… zanim ruszymy… chciałem powiedzieć, że… dziękuję. Za to, że chciałeś mnie za swojego przyjaciela" -wydusił z siebie zakłopotany Calvin. "Nie znam nikogo silniejszego od ciebie. Wiesz dlaczego? Bo zawsze potrafiłeś zobaczyć swoje błędy i każdego dnia miałeś chęć zmieniać samego siebie na lepsze. A przyznanie się przed samym sobą, że robi się coś źle, wymaga ogromnej odwagi i prawdziwej siły. Nie powinieneś dziękować mi za to, że chciałem cię za przyjaciela… to ja dziękuję tobie." - powiedział Nuno Spojrzeli na siebie przyjacielskim spojrzeniem i zaczęli się wspinać... W międzyczasie na Polanie robiło się coraz gorzej. Potężny, mrożący krew w żyłach biały wiatr oraz dźwięki grzmienia wydobywające się z Wyrwy sięgały już aż do Lasu Tunipów. "Schowajcie się w mojej jaskini! Ja niedługo wrócę" - krzyknął Fred do Pędzików. Pędziki spojrzały sobie w oczy i po raz pierwszy zrozumiały, że całe życie biegły, nie wiedząc dokąd, i nigdy nie były świadome, że naprawdę żyją. W tym momencie Fred pobiegł do Lasu Tunipów, aby zabrać wszystkie Morgie do jaskini. Na miejscu zastał je w lepiance - przerażone, wtulone w siebie nawzajem i trzęsące się z zimna. Fred podniósł całą lepiankę i zaniósł ją do jaskini. Dostrzegł również dorosłe Tunipy, które chowały w swoich łodygowych objęciach przybrane dzieci. W ich oczach można było dostrzec jedno przesłanie: "Ochronię cię, jak tylko potrafię, moje dziecko”. Było widać, że dorosłe Tunipy nie chcą okazywać paniki - po to, by młode nie bały się jeszcze bardziej. Kenelory zebrały się razem i położyły pod jaskinią. Gdy Fred schował w swojej jaskini Pędziki, Mopy i Morgie, podszedł do Zuni, która stała bez ruchu, wpatrzona w Wyrwę. "Nie chcę uciekać. Chcę się z tym zmierzyć, stanąć twarzą w twarz" - powiedziała Zuni. "To jeśli tak, będę tu z tobą…" - powiedział Fred spokojnym głosem, patrząc prosto w paszczę Wyrwy. Nuno i Calvin, wspinając się coraz wyżej, nagle dostrzegli dróżkę - szeroką, porośniętą roślinami i kwiatami, których nigdy wcześniej nie widzieli. Ruszyli nią ku górze, aż tuż przed szczytem zobaczyli wydrążoną w skale… chatkę? Zapukali do drzwi. Otworzyli je, a w środku, odwrócony plecami do wejścia, stał DigDag.

1000007963.jpg

“**Obraz dopełniający całe uniwersum”**

DigDag! To ty! Mam tyle pytań…" - mówił zakłopotany Nuno. "Nuno, nie czas teraz na to. Dlaczego jeszcze nie przybyłeś? Zawsze gasiłeś Wyrwę." - powiedział Calvin. "Tym razem… mogę nie dać rady" -powiedział DigDag cichym głosem. "Kim jesteś i co się dzieje? Tam są nasi przyjaciele… powiedz nam… błagam" -wyszeptał Nuno, ledwo panując nad emocjami. "I dlaczego nie pokażesz twarzy?" - dodał Calvin. "Bo… nie mam twarzy" - odpowiedział DigDag. Nuno i Calvin spojrzeli na siebie zakłopotani. "Ta kraina jest wyobraźnią… Pani Mamy" -powiedział DigDag po chwili ciszy "Nic nie rozumiem! Co to znaczy?!" - krzyczał Calvin. "Cały ten świat stworzyła Pani Mama" - mówił spokojnie DigDag. "Jestem opiekunem tej krainy. Nie mam twarzy, bo do niej nie należę. To nie jest moje miejsce." Zrobił krótką pauzę. "Lecz gdy zechcę… i gdy mnie potrzebujecie, mogę w każdej chwili tu przyjść. Być z wami. I was chronić." - mówił DigDag "Kim ty jesteś…" - pytał Nuno, ledwo dźwigając ciężar tego, co właśnie usłyszał. "Jaa… jestem jej synem" - odparł DigDag. "Kiedy świat Pani Mamy się burzy i pojawia się chaos, tworzy się Wyrwa." - mówił dalej DigDag "Czym jest Wyrwa?" - zapytał błyskawicznie Calvin "Jest końcem. Pustką. Jeśli nie zostanie zatrzymana, stanie się próżnią i zniszczy wszystko" - odpowiedział zmartwiony DigDag. "Czyli… ty naprawdę nas zawsze chroniłeś" - powiedział Nuno bardziej do siebie niż do DigDaga. "Pani Mama, poprzez swoje doświadczenia, często doznaje niekontrolowanych napadów złości. Wtedy jej świat zaczyna się burzyć. Z tego rodzi się Wyrwa… a jeśli nie zostanie powstrzymana…" - DigDag "To co wtedy?!" - dopytywał zdenerwowany Calvin. "Wszystko zniknie. Dlatego przychodzę, by do tego nie dopuścić" - odparł cichym głosem DigDag. "Bo nie zawsze da się dotrzeć do kogoś poprzez rozmowę. Czasem trzeba dotrzeć przez serce" - powiedział DigDag spokojnym, pełnym wewnętrznej radości głosem "Kiedy w świecie Pani Mamy nie da się już do niej dotrzeć, przychodzę tutaj. Tylko ja mam możliwość bycia w waszym świecie i spędzania tu czasu - dzięki temu miejscu mogę dotrzeć do niej wtedy, gdy w jej świecie nie jest to już możliwe." - dodał DigDag "Czy uratujesz nasz świat… i tym razem?" - zapytał Nuno, drżąc, ze łzami w oczach. "Zrobię, co się da. Nigdy jednak nie było aż tak źle. Aby uratować wszystko, potrzebuję harmonii. Przekażcie to Zuni" -odpowiedział DigDag. "W środku mojej chatki znajduje się źródło, z którego bierze się woda w rzece. Tam znajdziecie miękką łódkę, dzięki której bezpiecznie zjedziecie z góry - niczym po zjeżdżalni." - wyjaśnił DigDag. W tym momencie ruszył, tocząc się w dół, w kierunku potężnej, mroźnej Wyrwy. Gdy Nuno i Calvin zjechali na sam dół i pobiegli w stronę Zuni i Freda, dostrzegli, że Wyrwa zaczyna wytwarzać błękitno-białą parę. Powoli okrywała ona krainę, a samo zjawisko grzmiało coraz mocniej, pulsując z niepokojącą siłą. Będąc bliżej, dostrzegli DigDaga. Stał przy Wyrwie, trzymając na niej obie dłonie i zapierając się całym sobą, jakby nie pozwalał, by jej siła go pokonała. W miejscu jego dotyku pojawiały się potężne iskry lodowego światła, a cała Wyrwa zdawała się wariować. "Mamo… jestem przy tobie” - wyszeptał z trudem DigDag. "Synku… nie mam nad tym kontroli.” - rozległ się cichy, lecz intensywny i przerażający głos, słyszalny tylko dla DigDaga. DigDag miał coraz mniej siły, ledwo zapierając się Wyrwy. "Zuni! DigDag kazał przekazać, że aby uratować wszystko, potrzebna jest harmonia!” - wykrzyczał Calvin. "Harmonia? Wiem… wiem! Każdy z nas ma w tej krainie swoją rolę. Dlatego zawsze miałam to w głowie. To dzięki niemu…" - powiedziała podekscytowana i przejęta Zuni Para stawała się coraz gęstsza. "Słuchajcie! Musimy się tu wszyscy zebrać!" - krzyczała Zuni. "Chodźcie… jedyne istoty, które się tu nie pojawią, to Tunipy. One będą z nami w duchu" - dodała Zuni Wszyscy zaczęli gromadzić się w bezpiecznej odległości od pulsującej Wyrwy Nawet Loternice zawisły w powietrzu nad miejscem, w którym wszyscy się zgromadzili. DigDag był już ledwo przytomny. "Pani Mamo, dziękujemy, że nas stworzyłaś” - powiedziała Zuni. "Dziękuję, że mogłem tu odnaleźć swoje miejsce… moją jaskinię” - dodał Fred. DigDag poczuł delikatną ulgę i znalazł w sobie siłę, by powiedzieć: "Wszyscy jesteśmy z tobą, mamo. Dasz radę.” Wyrwa zaczęła błyskać i uderzać piorunami. DigDag był na granicy wytrzymałości. "Mamo… ni...e wyt...rzymam długo” -wydusił z siebie Nuno ruszył biegiem w stronę Wyrwy i po raz drugi ujrzał swoje odbicie w "lusterku”. "Tylko harmonia nas uratuje” - powtarzała Zuni jakby bała się, że jeśli przestanie to wszystko przestanie istnieć "Idę tam, Zuni. To jest mój przyjaciel" -powiedział Calvin, a jego głos zadrżał. "Musisz tu zostać z nami" - próbowała go zatrzymać Zuni. "Bo przyjaciele muszą mieć na siebie oko" - odpowiedział Calvin, spojrzał na nią i ruszył biegiem w głąb pary, by uratować Nuna. Znalazł go wpatrującego się we własne odbicie w Wyrwie.

Chwycił Nuna za ramię i zaczął go odciągać. W tej samej chwili DigDag, uderzony potężną siłą Wyrwy, został odrzucony do tyłu niczym martwe ciało. Wyrwa nagle zaczęła się cofać… lecz jednocześnie, jakby w ostatnim odruchu, próbowała wciągnąć Nuna - tego, który był jej najbliżej. "Dziękuję, że chciałeś być moim przyjacielem” - powtórzył jeszcze raz Calvin, po czym ruszył biegiem w stronę Wyrwy, gotów dać się pochłonąć zamiast Nuna. Jednak Wyrwa zniknęła, zanim zdążył do niej wskoczyć. Wszystko nagle ucichło. Na ziemi leżeli powaleni DigDag i Calvin. Nuno objął Calvina w ramiona, a potem razem z pozostałymi podbiegli do DigDaga. "Udało się" - wykrztusił z siebie DigDag. "Dziękujemy ci za wszystko" - powiedziała Zuni, patrząc na DigDaga wyczerpana z wdzięcznością i ciepłem w spojrzeniu. Calvin, Nuno i Fred pomogli mu wstać. Nagle obok Calvina usiadł Kenelor. "On chyba chce, żebyś na niego wsiadł" - mówił szczęśliwy Nuno. Calvin stał jak wryty, nie do końca rozumiejąc, co się dzieje. Po chwili podszedł do Kenelora i ostrożnie dosiadł jego grzbietu. W tym momencie spełniło się jego największe marzenie, jechał wokół reszty przyjaciół na potężnym, majestatycznym stworzeniu. "Czy jeszcze kiedyś cię zobaczymy… tak po prostu?" - zapytała Zuni DigDaga. "Będę w swojej chatce na Skalistym Szczycie. Gdy tylko będziecie mnie potrzebować, przybędę. A sam również chętnie was odwiedzę… i wy także możecie przyjść do mnie, kiedy tylko zechcecie. Nie mogę jednak spędzać z wami zbyt wiele czasu, bo moje życie toczy się w innym świecie - tam, gdzie jest Pani Mama." - tłumaczył DigDag "Czy Loternice omijały szerokim łukiem twoją górę, bo odstraszały je te nieznane rośliny?" - zapytał Nuno. "Masz rację, Nuno. Te rośliny rosły tu właśnie po to, by Loternice nigdy przypadkiem nie uderzyły o górę. Już z daleka wyczuwały ich zapach" - odparł DigDag

“Osoby, które przez wiele lat doświadczają trudnych przeżyć, żyją w stanie, w którym każdego dnia ich świat może się zawalić.”

Dbajmy o nie ❤️

1000007621.jpg