Nie wiem, kiedy dokładnie to zauważyłam. Może wtedy, gdy kolejny raz siedziałam z kawą, ekran świecił za jasno, a ja zamiast pracować… gapiłam się na swoje paznokcie. Brzmi banalnie. Ale w tym była jakaś odpowiedź. Mała. Cicha. Że nie wszystko musi być wielkie, żeby coś zmienić.

Manicure nie jest dla mnie deklaracją stylu ani manifestem. To raczej narzędzie. Techniczny detal, który wchodzi w życie bez zaproszenia. Dotykasz klamki, klikasz w telefon, poprawiasz włosy. Ręce są cały czas w ruchu. I jeśli wyglądają dobrze, głowa trochę odpuszcza.

Mam problem z przesadą. Albo jest za dużo – brokat, zdobienia, formy, które fajnie wyglądają tylko na zdjęciu. Albo z kolei totalna nuda, taka bez charakteru. Długo szukałam inspiracji, które nie krzyczały. Takich, które po prostu są. I zostają.

W pewnym momencie trafiłam na zbiór pomysłów, gdzie nie ma jednego kierunku. I to było zaskakująco odświeżające. Minimalizm obok czegoś bardziej ostrego. Krótkie paznokcie obok dłuższych. Kolory, które nie próbują nikogo udawać. Jeśli mam wskazać miejsce, do którego wracam bez irytacji, to jest to właśnie spn nails.

Nie wszystko mi się tam podoba. I dobrze. Bo nie chodzi o to, żeby kopiować jeden do jednego. Bardziej o moment: „o, tego jeszcze nie próbowałam” albo „okej, to jednak nie moje”. Czasem jedno zdjęcie ustawia mi cały kolejny manicure. Czasem tylko pomaga wykluczyć to, czego już nie chcę.

Lubię też to, że te inspiracje da się przełożyć na realne życie. Na dłonie, które pracują, myją naczynia, piszą na klawiaturze. Bez teatralności. Bez udawania perfekcji. Paznokcie mogą być zadbane i jednocześnie normalne. To nie jest sprzeczność.

Jeśli akurat mam więcej czasu i chcę po prostu poszperać, bez konkretnego celu, zaglądam też na manicure name. To dobre miejsce, żeby zobaczyć różne kierunki, porównać style i… spokojnie się zgubić na chwilę.

Nie zawsze kończy się to wizytą w salonie. Bywa, że zapisuję pomysł i wracam do niego po tygodniach. Albo wcale. Inspiracja nie ma obowiązku natychmiastowego działania. Czasem wystarczy, że coś kliknie w głowie. Reszta przyjdzie później. Albo nie.

Manicure nie rozwiązuje problemów. Nie zmienia świata. Ale potrafi dać krótką pauzę. Taką, w której czujesz, że chociaż jeden fragment dnia jest dokładnie taki, jak chciałaś. I to już coś.