Od kiedy opowiadam o procesie projektowym na zajęciach, porządkuję sobie wiedzę na temat narzędzi i kwestionuję różne prawdy, które kiedyś mi się wydawały oczywiste. Poniżej kilka myśli, które zebrałam na potrzeby dyskusji ze znajomymi projektantami i projektantkami.

1. Jeśli wie się czego chce i ma wizję, to wyrafinowane narzędzia nie zawsze są konieczne

Super kontrowersyjne. Ale pracowałam z pewnym senior designerem, który miał tak systemową głowę, że jego głównymi narzędziami były tablica, pisak i sprawnie skonstruowana lista pytań do klienta. To zdecydowanie nie moja ścieżka, ale skłania do refleksji, czy czasem nie robimy ,,overnarzędziowania” rzeczy, bo boimy się zaufać swoim intuicjom oraz doświadczeniu.

2. Roadmapa o różnej granularności jest czasochłonna, ale może pięknie ustawić robotę i dodać ognia

Now, next, future super mi się sprawdzało w akcji - https://www.nngroup.com/articles/ux-roadmaps/

3. Fajnie, jak zespół w odpowiednim momencie spisze swoje hipotezy

Często mamy intuicje co do kierunków naszego projektu na długo zanim zaczniemy rysować.

Tutaj kilka linków:

3. Szybki prototyp powie więcej niż tysiąc stron prezentacji (wiem, wiem, prowokacja :P)

Kolejna piłka w kierunku overnarzędziowania.

Czasem zasypujemy klientów/użytkowników tymi ćwiczeniami, narzędziami i innymi takimi. Zbieramy bardzo dużo zbędnych informacji, które bardzo długo przetwarzamy. A potem przekazujemy tą wiedzę innym i oni są w stanie przyswoić może 20%. Dlatego jeśli tylko jest taka możliwość, warto rozważyć w procesie szybsze przechodzenie do fazy szybkich prototypów, ko-kreacji i testów z potencjalnymi użytkownikami. Wyjęcie z głowy pomysłów i ich weryfikowanie może nam pomóc skalibrować potrzeby i ewentualne kierunki dalszego riserczu. Ja jestem zdeklarowaną NARZĘDZIARĄ, dlatego design studio dla mnie niezwykle ważny moment procesu & budowania zespołu.

4. Actionable-notatki z badań i tworzenie odpowiednio otagowanej bazy danych z riserczu, która rośnie i nas karmi

Fajnie zadbać o takie ustrukturyzowanie sobie dokumentacji pisanej na bieżąco - tagowanie notatek, wypisywanie potrzeb i hipotez projektowych, do których się wraca w trakcie projektowania - bardzo dużo można robić już w trakcie wywiadów (jeśli prowadzimy je w dwójkę).

5. Modyfikowanie istniejących narzędzi i tworzenie nowych na potrzeby projektu

Istnieje pewien setup znany i kochany - benchmark, persony, customer journey mapy, architektura informacji, user stories itd., który czasem się przykłada do wszystkich projektów.

6. Tygodniowy sprint albo nawet jeden dzień design studio w multidyscyplinarnym zespole może być przełomem w projekcie

Zaproszenie wielu interesariuszy - prawnika, PM’ów, szefa, customer service, różnych grup użytkowników itd., zderzenie ich ze sobą i zadanie im ważnych pytań, może nam pomóc zlokalizować białe plamy. A zaangażowanie tych ludzi w sprint to już w ogóle może być sztos. Oczywiście musimy się do tego merytorycznie przygotować i to jest kosztowna metoda, ale wiele zabezpiecza. A z drugiej strony daje klientom / stakeholderom większe poczucie sprawczości w procesie.

Jak więc zbudować workflow?

Fajnie mieć zespół

I kocham, ale to kocham być w procesie conajmniej z drugą osobą projektancką, z którą robimy sobie design studio, odbijamy piłeczki i właśnie lokalizujemy wspólnie braki. Praca samotna oczywiście też jest ok, ale jednak mniej bezpieczna i mniej przyjemności.

Dobrze zbierać feedback

I jeszcze sesje design critic z zespołem / osobami zewnętrznymi, najlepiej takimi które zadają trudne pytania i podają rzeczy w wątpliwość

Trzeba pamiętać o przyjemności

I jeszcze jedna ważna rzecz ważna w dobie Wielkiej Rezygnacji - w procesie powinno być miejsce na przyjemność. Jeśli cierpisz, męczysz się, odrabiasz zadanie itd. to znaczy, że coś nie gra. Udało się nam kilka razy mieć dosyć mało pociągające zadania, ale oprawić je w taki proces - że i efekt był dobry i zespół czerpał z pracy przyjemność.